fbpx

FORGOT YOUR DETAILS?

Jeżeli obserwujesz fanpage „Pierwszy Milion Przed 30-stką”
i chcesz się dowiedzieć kim jest osoba, która stworzyła
ten projekt to przeczytaj proszę moją historię do końca. 

Nazywam się Konrad Gandera, mam 24 lata, pochodzę z małej miejscowości pod Częstochową. Jestem normalnym, młodym człowiekiem, który więcej razy w życiu wstał niż upadł. Zawsze znajduję rozwiązanie na dane wyzwanie i kieruje się intencją pomocy drugiej osobie.

Bardzo pasjonuje mnie Facebook Marketing, Biznes Sieciowy i Rozwój Osobisty. Cały czas chłonę i wdrażam wiedzę z tego zakresu i pragnę, aby strona www.PierwszyMilionPrzed30.pl była poświęcona właśnie tej tematyce.

Pierwsze skłonności biznesowe odkryłem w sobie już wieku 10 lat, kiedy w małej wiosce przed rodzinnym domem handlowałem truskawkami, następnie jeździłem z dziadkami po okolicznych targach, ucząc się lokalnego handlu i sprzedając nasz własny miód.

Szkoła podstawowa i gimnazjalna w miejscowości Czarny Las, w której się uczyłem słynęła z koszykówki i już w drugiej klasie podstawówki pokochałem ten sport, który wiele mnie nauczył i dziś noszę go głęboko w sercu. Byłem uczniem trójkowo-czwórkowym, także nie można było mnie nazwać prymusem, natomiast zawsze znajduję rozwiązanie na konkretne wyzwanie używając skutecznego sposobu. 

Nie pochodzę z bogatej rodziny, natomiast nigdy niczego nam nie brakowało. Pamiętam moment, kiedy jako młody dzieciak bardzo zazdrościłem moim rówieśnikom różnych gadżetów takich, jak skutery czy PlayStation, które oni posiadali a ja nie mogłem sobie na nie pozwolić. 

Wtedy kompletnie tego nie rozumiałem, wręcz się buntowałem, że nie mam tego co inni. Dziś jestem świadom, że to EGO. Napiszę więcej, jestem ogromnie wdzięczny, że pewnych rzeczy nie dostałem. Nauczyło mnie to ogromnego szacunku, pokory i wytrwałości w dążeniu do celu. Dziś wiem, że jeśli czegoś naprawdę chce, muszę się zaangażować w to co robię najlepiej jak potrafię, aby zrealizować swoje pragnienie. 

To właśnie był moment przełomowy, w którym zacząłem myśleć w jaki sposób mogę sobie zapewnić pieniądze, dzięki którym będę mógł posiadać wszystko czego zapragnę. Wtedy pierwszy raz odczułem żądze, aby realizować własne marzenia i stać się osobą niezależną.

Pierwszy Biznes

Pamiętam jakby to było dzisiaj, kiedy w drugiej klasie gimnazjum mój kolega Dawid przyniósł do szkoły przenośną konsolę PlayStation Portable. Dawid grał na niej podczas lekcji techniki, kiedy ją zobaczyłem po raz pierwszy przeszły mi po plecach ciarki. Łał! Powiedziałem do siebie „musze ją mieć!”.

Kiedy wróciłem do domu rzuciłem plecak na łóżko, włączyłem komputer i na allegro wyszukałem ile kosztuje taka konsola.  Następnie sprawdziłem ile mam pieniędzy w mojej „magicznej” kopercie. Fundusze się zgadzały więc zakupiłem konsolę. Po 3 miesiącach grania byłem nią już znudzony. Jednak zauważyłem, że moi koledzy również chcą posiadać takie konsole. 

 

Zapaliła mi się w głowie lampka. Co zrobiłem? Swoją konsolę PlayStation Portable sprzedałem z bardzo dobrym zyskiem. Kupiłem kolejną taniej, sprzedałem ponownie drożej. Oczy zaczęły się otwierać. Rozpocząłem sprzedaż na Allegro, aby zwiększyć grono odbiorców. 

Po krótkim czasie nauczyłem się modyfikować konsole, aby miały więcej opcji rozrywki i automatycznie miały wyższą wartość na rynku. Okazało się, że robiłem to jako jedyny w Częstochowie (15 latek). Pieniądze zaczęły się pomnażać i przez chwilę czułem się jak „młody milioner”. 

Wyobraź sobie nastolatka, który zarabia kilkaset złotych tygodniowo. W tamtych czasach kupiłem bardzo dobry komputer, mogłem pozwolić sobie na jedzenie w dobrych restauracjach, częste wizyty w kinie (zjadłem tony popcornu) czy zakupy w markowych sklepach, a to wszystko za pieniądze z mojego pierwszego własnego biznesu, w którym pracowałem mądrze, a nie ciężko i nie musiałem się prosić rodziców do dofinansowanie. Od najmłodszych lat ogromnie cenię niezależność finansową.

Pierwszy (i ostatni!) Etat

Świat poszedł do przodu i pojawiła się nowa technologia, a co za tym idzie nowe konsole. Obecne konsole PSP nie były już tak atrakcyjne. PlayStation nie wypuszczało już na rynek nowych gier na tą platformę. Próbowałem zarobić handlując telefonami, smartfonami natomiast konkurencja była zbyt duża, żeby się przebić i zarobić fajne pieniądze. 

W styczniu 2013 roku, czyli 4 miesiące przed maturą mocno uderzył mnie fakt, iż mam 18 lat i ani jednego grosza w portfelu. Do matury przygotowałem się wystarczająco, ale nie mogłem pozwolić sobie na pracę w ciągu tygodnia. Nadszedł czas, aby znaleźć pracę na etacie czego unikałem, ponieważ od zawsze ceniłem sobie bycie niezależnym. 

Mój kolega ze szkolnej ławki - Konrad, który był barmanem w jednej z najbardziej popularnych dyskotek w Częstochowie, powiedział mi, że w jego pracy szukają kelnera do pracy w weekendy. Zapaliła mi się w głowie lampka. Poprosiłem go, żeby mnie zarekomendował do firmy. 

Tydzień później odbyła się rozmowa kwalifikacyjna, a dwa tygodnie później już pracowałem w dyskotece. Na początku wstydziłem się trochę co powiedzą moi znajomi, kiedy zobaczą mnie zbierającego szklanki. Jednak uświadomiłem sobie, że nikt z nich nie zapłaci za moje rachunki, nie da mi pieniędzy oraz nie zrealizuje moich pragnień. Mocno zaangażowałem się w pracę, ponieważ chciałem zostać zauważony i awansować na pozcyję barmana.  

Dowiedziałem się od barmanów, że szefostwo szuka nowych osób na stanowisko barmana. Od razu zacząłem się uczyć cen alkoholi oraz przepisów jak robić drinki. W czwarty weekend mojej pracy managerka zrobiła zebranie i kazała mi wystąpić na przód. Serce miałem w gardle, "stan przedzawałowy". Nie wiedziałem co przeskrobałem. 

Managerka zadawała mi pytania o ceny drinków i produktów za barem. Na moje szczęście, dzięki nauce do matury z matematyki miałem taki kalkulator w głowie, że szybciej odpowiadałem prawidłowo na pytania niż managerka je zadawała. Po kilkudziesięciu sekundach dowiedziałem się, że wchodzę za bar. Awans! Dzięki temu miałem większe zarobki.

Zostałem barmanem. Entuzjazm maksymalny a jednocześnie strach przed nieznanym, czy na pewno dam sobie radę.  Uwierz mi, że naprawdę bardzo dawno się tak nie cieszyłem. Po czterech tygodniach pracy jako kelner zrobiłem jeden z najszybszych awansów w klubie. 

Tak przez 6 następnych miesięcy pracowałem jako barman. Było dużo plusów takich, jak prestiż, rozpoznawalność w Częstochowie czy dobre napiwki. Jak wiadomo były też minusy takie, jak niskie zarobki w stosunku do pracy wykonywanej w nocy w weekend, mnóstwo nieprzespanych nocy, rozregulowany i przemęczony organizm. W ostatni weekend wakacji zakończyłem pracę. Miałem zgromadzone nadwyżki, którymi, jak wtedy obliczyłem, dobrze dysponując powinny wystarczyć mi do końca roku.

Koszykówka

Zakochany w niej od drugiej klasy podstawówki byłem z nią związany zawsze. Oddałem jej całe swoje serce. Przez dobrych parę lat świata poza nią nie widziałem. Nigdy nie byłem najlepszym koszykarzem, natomiast zawsze przebywałem w środowisku najlepszych graczy i od nich uczyłem się profesjonalizmu. W końcu każdy z nas jest wypadkową 5 osób z którymi najczęściej przebywasz. Warto przemyśleć kim się otaczamy. 

Pamiętam, jak w podstawówce, moim marzeniem było zagrać w mistrzostwach polski w koszykówce, nie koniecznie wygrać po prostu zagrać. Kiedy w czasach gimnazjum zamykałem oczy przed spaniem, wyobrażałem sobie siebie trafiającego rzuty do kosza jako lidera drużyny, uśmiechałem się do siebie marząc o tym. Wspaniałe 11 lat, które nauczyło mnie pokory, wytrwałości, umiejętności pracy z zespołem, które wykorzystuję do dziś. 

Na pierwszym roku studiów zadzwonił do mnie prezes Częstochowskiego AZS-u z informacją, że tworzą drużynę na Akademickie Mistrzostwa Polski w Koszykówce. Powiedział, że pamięta mnie ze szkoły średniej Technicznych Zakładów Naukowych, gdzie w 3 klasie byłem kapitanem drużyny koszykarskiej i zdobyliśmy wicemistrzostwo Częstochowy. Dostałem zaproszenie na trening. Z jednej strony poczułem ogromną radość, ale z drugiej było to dla mnie dużym wyzwaniem, bo od kilku miesięcy nie trenowałem, natomiast co jakiś czas grałem dla rozrywki.

W szatni przed treningiem dowiedziałem się, że na 12 miejsc w składzie jest już 10 zajętych, pozostały dwa miejsca a zaproszonych na trening było 15 zawodników. Uwierz mi, że na treningu "wyplułem płuca", aby zostać zauważonym. To była moja jedyna szansa, aby pojechać na Mistrzostwa Polski. Pierwsze wrażanie można zrobić tylko raz. Po skończonym treningu trener zawołał mnie do siebie, że mam miejsce w składzie. 

Pojechaliśmy na dwa turnieje. Nie byłem głównym graczem w drużynie, byłem zmiennikiem i dostawałem końcowe minuty w meczach. Było jednak coś, co zaskoczyło nas samych. Byliśmy świeżym zespołem, który przerósł najśmielsze oczekiwania, ponieważ zdobyliśmy Wicemistrzostwo Polski wśród Politechnik. 

Moje marzenie zostało zrealizowane. Zagrałem na Mistrzostwach Polski w koszykówce! Wspomnienia, których nikt nigdy mi nie zabierze. Dzięki Wielkie Panowie!  

Świat jak w szwajcarskim zegarku…

Jak wspomniałem wcześniej dostałem się na studia na Politechnikę Częstochowską. Pewnego razu moja koleżanka ze studiów, Emilia, pożyczyła mi książkę R. Kiyosaki „Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec”, która otworzyła mi szeroko oczy. Spojrzałem na świat szerzej i zrozumiałem, jak ważny w życiu jest Rozwój Osobisty, umiejętności miękkie i wziąć odpowiedzialność za swój biznes. Wzbudziłem w sobie pragnienie stworzenia czegoś, co przetrwa mnie samego, oraz bycia niezależnym przedsiębiorcą.

Od samego początku studiów szukałem czegoś, co doda mi porządny zastrzyk gotówki. Zacząłem interesować się importem produktów z Chin. Znalazłem firmę, która sprzedawała damską biżuterię. Postanowiłem zaryzykować, zamówiłem damskie zegarki i kilka innych drobiazgów. Zegarki okazały się strzałem w „jedenastkę”! Na początku myślałem, że wygrałem swoje życie. Biznes rozwijał się niesamowicie. 

Opracowałem system sprzedaży Internetowej, dzięki któremu sprzedawałem bardzo dużą ilość zegarków miesięcznie za pomocą portalu Facebook. Znalazłem również kilka dystrybutorów, z którymi podjąłem decyzję o współpracy. Życie studenta pierwszego roku studiów jak z bajki. Przestałem jeździć autobusem, przesiadłem się na własny samochód.
Zawsze w moim sercu „Felaśka” (Skoda Felicia). Coś pięknego! 

Po paru miesiącach zorientowałem się, że dochodzę do pewnego poziomu zarobków i nie mogę pójść dalej. Zawsze chciałem stworzyć coś, co po mnie pozostanie a stanąłem w miejscu. Szukałem więc kogoś, kto mi pomoże pójść dalej. Cały czas przyświecało mi pragnienie, aby pozostawić po sobie pewną wartość.

Pierwszy Milion Przed 30-stką…

W Listopadzie 2014 mój znajomy powiedział mi, że zna człowieka, który od kilkunastu lat zajmuje się importem z Chin i być może uda mu się umówić nas na spotkanie. Spotkaliśmy się, niesamowicie kreatywny przedsiębiorca z 30 letnim doświadczeniem w biznesie. 

Dwie godziny rozmawialiśmy z Karolem o plusach i minusach importu, o wahaniach walutowych i możliwościach XXI wieku. Natomiast zyskałem coś innego, Karol zaszczepił we mnie pojęcie „dochód pasywny”, gdzie raz wykonana praca przynosi zyski przez określony czas. Innymi słowy - jak stać się niezależnym finansowo. 

Karol powiedział mi, że wybiera się niebawem na szkolenie rozwoju osobistego Business Development Seminars, na którym będą występować wybitni prelegenci i trenerzy tacy, jak Krzysztof Hillar, Beata Kapcewicz czy Joanna Gdaniec. Zapytał czy mam ochotę z nim pójść. Nie wahałem się ani chwili. 

Przez dwa dni uczyliśmy się jak stać się lepszą wersją samego siebie i wprowadzić swój biznes na wyższy poziom. Zapisałem 30 stron wartościowej wiedzy (na studiach przez cały semestr tyle nie zapisywałem). Moje oczy otworzyły się jeszcze szerzej, spojrzałem na otaczający nas świat z innej perspektywy. 

Kilka dni później spacerując w nocy przez Częstochowską promenadę Niemena zadałem sobie pytanie: Co Ty Konrad chcesz tak naprawdę w życiu robić? Co Ty Konrad chcesz tak naprawdę w życiu osiągnąć? Po chwili przyszła myśl: Pierwszy Milion przed trzydziestką…

Następnego ranka, kiedy się obudziłem założyłem fanpage na Facebooku  „Pierwszy Milion Przed 30-stką”. Jestem wam wszystkim mega wdzięczny za wasze zainteresowanie projektem i zaufanie, którym mnie obdarzyliście oraz za wasze zaangażowanie. 

Oczywiście bardzo chcę zarobić 1 000 000 zł, natomiast musisz wiedzieć, że nie jest to mój główny cel. Nie zarobiłem jeszcze 1 000 000 zł, aczkolwiek mogę Ci powiedzieć, że wygenerowałem wraz z moim zespołem w branży biznesu sieciowego ponad 1 000 000zł  obrotu za rok 2017 działając m.in. przez Facebooka z czego jestem niesamowicie zadowolony. 

Moją myślą przewodnią jest edukować w kwestii Facebook Marketing, zarabiania przez Social Media, rozwoju osobistego i inteligencji finansowej. Każdy weźmie dla siebie to, co dla niego najlepsze poprzez wartość jakie przekazuję w tym projekcie. Taki jest mój cel, nie pieniądze. Po pierwsze człowiek, człowiek w centrum uwagi.

Moja Historia nadal trwa…

- Pewien splot okoliczności sprawił, że dzięki zaangażowaniu w Biznes Sieciowy dziś jeżdżę nowoczesnym, luksusowym Jaguarem XE.

 

- Miałem okazję osobiście poznać się i uścisnąć dłoń Johna Maxwella, który jest moim mentorem przywództwa, nawet zrobiliśmy sobie Selfie :-)

 

- W Listopadzie 2016 byłem jednym z głównych prelegentów podczas wydarzenia Business Development Seminars w Łodzi, gdzie wystąpiłem przed publicznością 600 osób inspirując innych swoją historią.

- Co prawda głosu jak Justin Timberlake natura mi nie dała, ale nagrałem własną płytę dla programu rozwojowego Personal Excellence Network aby inspirować innych do działania.

- Doskonale wiem, że w życiu albo się rozwijasz albo się zwijasz. Jedyną stałą w życiu jest zmienna. Dlatego mocno stawiam na rozwój osobisty i mentalny siebie samego. Pracuj ciężej nad sobą, niż nad swoim biznesem a osiągniesz spektakularny sukces! Dlatego na co dzień uczę się od specjalistów w swoim fachu! 

Moja historia nadal trwa...

Jeśli jeszcze nie przeczytałeś mojego bezpłatnego ebooka Jak sprzedawać więcej na Facebooku? to koniecznie kliknij w obrazek poniżej, pobierz go już teraz  i dowiedz jak stać się profesjonalistą na Facebooku!

TOP